niedziela, 22 czerwca 2014

Czy MAC jest wart? CANDY YUM - YUM

Witajcie!
Dziś recenzja kultowej pomadki MAC. Wydaje mi się ( tak wiem, misie to są w lasach), iż każda kobieta słyszała o tej marce i jakiś procent tychże kobiet do owych produktów wzdycha. Sama pod wpływem YT długo myślałam o tych kosmetykach, lecz z racji dostępności problem: warto, czy nie warto był rozwiązany.
I tu MAC przyszedł mi z pomocą gdyż otworzyli sprzedaż internetowa, oraz w wielu Douglas'ach powstały stoiska tych produktów. Ja zaopatruję się w łódzkim Douglas'ie w Galerii Łódzkiej. Z racji mych urodzin postanowiłam sprawić sobie prezent ode mnie dla mnie i kupić pomadkę. Wybór koloru był oczywisty, gdyż od dawna miałam upatrzoną  CANDY YUM - YUM.  Z miłą panią pooglądałam inne kolory, wybrałam kolor korektora ( osobna recenzja) i udałam się do kasy. Czy warto było?
 Dla mnie pomadka ma jeden minus- cena, ponieważ kosztuje, aż 86 zł. 
Zaczynając od przeuroczej nazwy po zapach waniliowego budyniu wszystko mnie zachwyca. Owszem może przesuszać usta, gdyż jest to matowa formuła, lecz odpowiednia pielęgnacja rozwiązuje problem. Pomadka  bardzo długo utrzymuję się na ustach. Można w niej jeść oraz pic. Jest to jedyny produkt do ust jaki posiadam, aby którego się pozbyć nawet po całym dniu należy użyć płyny micelarnego. Jeśli chcemy ją poprawić w ciągu dnia to najlepiej zbyć ją i ponownie nałożyć, ponieważ nakładanie kolejnej warstwy nie wygląda zbyt estetycznie. Potrafi zebrać się wewnątrz ust co może być upierdliwe, ale ściera się równomiernie. Opakowanie utrzymane jest w estetyce firmy MAC, która jest prosta i elegancja. Bardziej do mnie przemawia niż pstrokate opakowania pomadek Yves Saint Laurent. Na pewno nie jest to moja ostatnia pomadka tej firmy!






środa, 4 czerwca 2014

Widziały gały co brały! Nivea balsam pod prysznic.

Witajcie!
Kuszona reklamami przełamałam się i uległam. Pierwsze upały i klejące się ciało też nie pomagało pozostać wierną tradycyjnym balsamom. Pobiegłam do Rossmanna i za cenę ok. 17 zł kupiłam 250 ml produktu. Po przyjściu do domu od razu weszłam pod prysznic by przetestować owe cudo. I co? Po wyjściu macam się i faktycznie skóra była miękka i pachnąca. Od razu szał ciał i już miałam biec po następną butelkę, a w myślach żałowałam, iż wcześniej nie uległam pokusie. Niestety radość nie trwała długo. Po kilku użyciach skóra niby nawilżona, a jednak przesuszona. Tak, tak efekt cudownej parafiny, której już dawno podziękowałam za współpracę, ale stwierdziłam, że może akurat ten krótki romans skończy się inaczej.
Balsam nie jest zbyt wydajny, bo po kilku użyciach da się odczuć spore zużycie. Trzeba również uważać, ponieważ brodzik po spłukaniu produktu robi się niebezpiecznie śliski. Balsam sam w sobie uważam, za bubel, jednak idea takiego produktu, po ulepszeniu składu (wywalić parafinę) powinna się sprawdzić. Ze spuszczoną głową wracam do balsamu idealnego, którego recenzja wkrótce. Podsumowując całą akcję z balsamem mogę stwierdzić tylko jedno: miało być fajnie, a nie jest.





Do napisania!