środa, 4 czerwca 2014

Widziały gały co brały! Nivea balsam pod prysznic.

Witajcie!
Kuszona reklamami przełamałam się i uległam. Pierwsze upały i klejące się ciało też nie pomagało pozostać wierną tradycyjnym balsamom. Pobiegłam do Rossmanna i za cenę ok. 17 zł kupiłam 250 ml produktu. Po przyjściu do domu od razu weszłam pod prysznic by przetestować owe cudo. I co? Po wyjściu macam się i faktycznie skóra była miękka i pachnąca. Od razu szał ciał i już miałam biec po następną butelkę, a w myślach żałowałam, iż wcześniej nie uległam pokusie. Niestety radość nie trwała długo. Po kilku użyciach skóra niby nawilżona, a jednak przesuszona. Tak, tak efekt cudownej parafiny, której już dawno podziękowałam za współpracę, ale stwierdziłam, że może akurat ten krótki romans skończy się inaczej.
Balsam nie jest zbyt wydajny, bo po kilku użyciach da się odczuć spore zużycie. Trzeba również uważać, ponieważ brodzik po spłukaniu produktu robi się niebezpiecznie śliski. Balsam sam w sobie uważam, za bubel, jednak idea takiego produktu, po ulepszeniu składu (wywalić parafinę) powinna się sprawdzić. Ze spuszczoną głową wracam do balsamu idealnego, którego recenzja wkrótce. Podsumowując całą akcję z balsamem mogę stwierdzić tylko jedno: miało być fajnie, a nie jest.





Do napisania!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz